niedziela, 9 września 2012

Rozdział 35.

Niall.

Wpiłem się w fotel całym swoim ciężarem.
Podeszła do mnie. Nie wiedziałem jak zareagować...Demi.
Uśmiechnęła się porozumiewawczo i pokiwała głową a później usiadła obok.
Nie mogłem siebie na to pozwolić. Wstałem szybko z miejsca...a jej wzrok powędrował dokładnie za mną.
Cały czas obserwował mnie Liam. Podniósł z zadowolenia kącik ust i klepnął mnie w ramię gdy przemknąłem tuż obok.
Odwróciłem się w jego stronę z podenerwowaną miną.
-Niall robisz postępy.-uśmiechnął się lekko i jeszcze raz położył rękę na moim ramieniu.
Przygryzłem wargę i dostałem nagłej potrzeby by zadzwonić...
Pobiegłem do najbliższej łazienki w ośrodku i chwyciłem mocno telefon. Wybrałem numer Nicoll i zamknąłem oczy. Dlaczego dzwoniłem do niej dopiero teraz?
Przecież nigdy nie próbowałem się z nią kontaktować...dla naszego dobra...żebym..nie tęsknił jeszcze bardziej...żebym...łza kapnęła mi na policzek. Nie otarłem jej...czekałem. Był sygnał.
Urwał się. Nie było zasięgu. Skuliłem się jeszcze bardziej i zacisnąłem ręce w pięści.
Chcę ją zobaczyć. Wiedziałem że nie mogę zawieść fanów...ale...podniosłem telefon jeszcze raz.
Przyłożyłem do ucha i czekałem. Zniecierpliwiony marzyłem...by usłyszeć jej głos...
tylko to na razie mogło mi starczyć...nie miałem wyjścia. Znowu utraciłem zasięg. Krzyknąłem. Straciłem nad sobą panowanie i wybiegłem z ośrodka. Szybko. Nigdy nie biegłem szybciej niż dzisiaj. Nerwy dodały mi powera i szybkości. Podbiegłem do butki telefonicznej w naszym hotelu. Ile biegłem? pół godziny? godzinę?
Wyrwałem słuchawkę z miejsca na nią przeznaczonego i ścisnąłem ją mocno w ręce.
Wykręciłem jej numer. Oparłem się jedną ręką o blat. Moje dłonie dłonie trzęsły się jak cholera...
Nie wiem jakim cudem potrafiłem utrzymać w nich telefon.
Sygnał...połączenie...nadzieja. Moje oczy powiększyły się...wyczekiwałem...
Urwane połączenie. Uderzyłem pięścią w automat i krzyknąłem głośno. Rzuciłem słuchawką i wyciągnąłem z kieszeni klucze do pokoju. Przyjebałem jeszcze przy okazji w drzwi po czym otwarłem je...
wszedłem do pokoju...rzuciłem klucze na ziemię...i nie oświecając światła...rzuciłem spocony na łóżko.

Nicoll.

Kamila zasnęła mi na kanapie.
Nadal zapatrzona w telewizor szukałam wzrokiem Nialla.
Nie było go nigdzie...dosłownie nigdzie. Przysłuchiwałam się energicznemu oddechowi swojej przyjaciółki.
Od czasu do czasu ziewałam i spoglądałam znudzona w ekran.
Gala się skończyła. Chłopcy opowiadali o swoich występach...wygranej...
Nigdzie nie było JEGO. Gdzie mógł się podziać?
Zaprzątałam sobie głowę coraz bardziej idiotycznymi myślami...może opróżniał te słoiki z czekoladą które mu wysłałam? a może....a może...znowu myślałam o zdradzie.
Poszłam do swojego pokoju. Zapomniałam o telefonie który wciąż tkwił w moim jesiennym płaszczu.
Wyciągnęłam z szafy płaszcz i otwarłam jedną z jego kieszonek w poszukiwaniu zguby.
Znalazłam! chwyciłam telefon do ręki i odblokowałam go w pośpiechu.
-4 nieodebrane połączenia od nieznanego numeru...-przeczytałam na głos.
Otworzyłam szeroko oczy a moje myśli znowu zaczęły buzować.
Nie wiedziałam co o tym wszystkim myśleć...czyżby ten nieznany numer...był od..
nie..on na pewno nie chciałby się ze mną skontaktować..byłby jeszcze bardziej nerwowy..
Pokręciłam głową i rzuciłam telefon na łóżko. Rozmyślając sama poszłam w ślady urządzenia i zamknęłam oczy.

Harry.

Weszliśmy do pokoju hotelowego całkiem pod wpływem.
Pod wpływem alkoholu i dużej dawki adrenaliny.
Zachwiałem się i upadłem na ziemię,gdzie znalazłem sobie legowisko do przespania tej nocy.
Byliśmy pod bacznym okiem Liama. Który nie mógł pić..a my jak zwykle robiliśmy mu na złość.
Kątem oka zauważyłem patrzącego w sufit Nialla. Jedynie on i Liam dzisiaj nie zabalowali.
Co mogło się wydarzyć?
Louis przeszedł obok mnie i kopnął mnie lekko w krocze. Jęknąłem i podniosłem się z głupią miną na łokciach.
-Pojebało cię? chcesz żebym był bezpłodny!?-uniosłem się.
Wybuch śmiechu chłopaków jeszcze bardziej mnie zirytował.
-Już i tak wystarczająco razy uprawiałeś marchewki..wystarczy ci...-uśmiechnął się do mnie Lou pochylając się lekko nad moją twarzą.
Przywaliłem mu w policzek i prychnąłem.
-Nie uprawiam marchewek...a..-nie dokończyłem bo Zayn wszedł mi w zdanie...
-Jesteś męską dziwką.-oznajmił kładąc się na dywanie.
-Właśnie! Hazza...Hazza...Hazza...Hazza...-zanucił Lou łapiąc się za czerwony policzek.
-Hazza...męską pipą.-dokończył Zayn wijąc się ze śmiechu.
-Spierdalaj.-wysyczałem gładząc zimną ścianę obok której leżałem.
Ta podłoga wcale nie była taka zła...
Niall krzyknął i walnął głową o poduszkę. Nawet nie wiedziałem co się dzieje..
-Niall co ci jest?-na jego łóżku usiadł osamotniony do tej pory Liam.
-Nic.-uniósł się blondyn i pociągnął nosem.
-Dlaczego  tak szybko się urwałeś?! wiesz jaki był party hard!?-na jego łożu usiadł również Lou,po czym zaczął energicznie skakać po materacu.
-Musiałem zadzwonić...-odwrócił się w naszą stronę i przygryzł brutalnie wargę.
-Nie mogłeś na nas poczekać?-podniosłem się znowu a później upadłem.
-Nie chciałem...to moja osobista sprawa...-odwrócił się i drgnął.-tęsknię za Nicoll...



Byłam dzisiaj troszkę zajęta pisaniem wiersza dla koleżanki z forum (;
poważna intencja także...trza było pogłówkować xd

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz